Czy terapia dla par ma sens?

Mówi się, że: „pani terapeutka to nieszczęśliwa 30-letnia dziewica, która ględzi małżonkom z 20-letnim stażem o istocie związku – żenada”, albo:„terapie małżeńskie są dla sfrustrowanych kobiet, które nie potrafią pogodzić się z tym, że są tak grube i brzydkie, że mąż nie chce już ich bzykać”. Niestety, ale fora internetowe kipią od komentarzy. Dlatego też pojawia się pytanie czy to przejściowa moda, a może skuteczna metoda? Poniżej znajdziesz krótki artykuł, dotyczący tego, czy terapia dla par ma sens.
Czy terapia w ogóle ma sens?
Zacznijmy od tego, że statystyki są nieubłagane. Musisz wiedzieć, że 25% par po dwóch latach od zakończenia terapii małżeńskiej jest w gorszym stanie niż przed jej rozpoczęciem, a aż 38% po czterech latach od terapii rozwodzi się. Trzeba przyznać, że owszem, terapia dla dużej ilości osób jest ostatnim ratunkiem, godzą się na nią dopiero wtedy kiedy skończą im się własne pomysły na ratowanie związku. Nie uważa się żeby rozwód świadczył o tym, że terapia nie ma sensu, przecież jej celem przecież nie jest ratowanie na siłę związku. Raczej większą porażką jest przerwanie terapii.
Na czym polega terapia dla par?
Generalnie rzecz ujmując cechą, która zdecydowanie utrudnia prowadzenie terapii par, jest gotowość terapeuty do ratowania małżeństw przed rozpadem. Poza tym nie ma jednak co wierzyć w to, że motywacja przyjdzie sama. Przede wszystkim musimy uświadomić sobie, że dla większości par pójście do specjalisty jest trudnym krokiem i ostatecznością. Niestety, ale zdecydowana większość małżeństw zgłaszających się do terapii ma niedostateczną motywację do jej podjęcia. Dlatego też podczas wstępnych konsultacji powinno się znaleźć miejsce na pracę nad zmotywowaniem partnerów do zaangażowania się w terapię, jeżeli tylko zależy im na poprawie relacji, atmosfery, uzyskaniu bliskości, poczucia bezpieczeństwa w związku. Tak naprawdę cała nadzieja spoczywa w rękach specjalisty.
Jak to jest z tymi specjalistami?
Generalnie rzecz ujmując z nimi też bywa różnie. Niestety, ale rzadko kiedy pierwszy wybrany przez nas terapeuta jest tym ostatecznym. Chodzi oto, że z psychologami jest jak z innymi ludźmi, albo złapie się kontakt i można rozmawiać, albo nas drażnią i nie mamy ochoty dzielić się z nimi swoimi problemami. Dlatego w przypadku par „zagrać” musi w trio, co jest już trochę trudniejsze. Oczywiście nie zawsze zresztą problemy w komunikacji leżą po stronie pacjentów. Często to właśnie terapeuci, którzy ulegają stereotypom, są stronniczy i próbują na siłę być ekspertem. Musisz wiedzieć, że terapeuta nie jest więc po to żeby podtrzymywać na siłę związek, ale pomagać – rozwód ni zawsze jest złym rozwiązaniem.

Autor