Czy warto iść na psychoterapią małżeńską?

Trzeba przyznać, że do niedawna terapie małżeńskie Polacy traktowali jak luksusową zachciankę pięknych i bogatych. Jednak dziś u psychoterapeuty można spotkać pary celebrytów na przemian z Nowakami, bo to często ostatnia szansa. Poniżej znajdziesz krótki poradnik, dotyczący tego psychoterapii małżeńskiej. Przeczytaj go koniecznie!
Najtrudniejsze pytania u psychoterapeuty
Zacznijmy od tego, że to pytanie z sesji terapeutycznej zapamiętuje się do końca życia. Brzmi ono tak: czy jest pani pewna, że jeśli odejdzie od męża, będzie szczęśliwsza niż teraz? Chyba nikt nie umiałby od razu odpowiedzieć. Pamięta się tylko, że kilka miesięcy wcześniej było się bardzo nieszczęśliwym. To było wtedy, gdy uprawiało z mężem wymuszony seks w szkolnym śmietniku lub gdy zobaczyło się, że ma sukienkę ubrudzoną odpadkami ze stołówki i zaczęło się krzyczeć, że jeśli w końcu nie opowie się komuś, co naprawdę boli, to albo zwariuje, albo wyskoczy z okna. Mało tego, już na pewno się rozwiedzie!
Opłacalny kontrakt
Przede wszystkim wstyd to podstawowy hamulec, który powstrzymywał dotąd polskie pary przed wizytą u terapeuty. Jednak w ostatnich latach liczba polskich par korzystających z terapii małżeńskiej stale rośnie. Co ciekawe, na te refundowane przez państwo jest tak dużo chętnych, że na pierwszą sesję trzeba czekać nawet półtora roku. Oczywiście prywatne gabinety też są pełne, choć wizyty nie są tanie – roczna terapia może kosztować ponad 10 tysięcy złotych. Trzeba przyznać, że kiedyś w razie małżeńskich problemów szukaliśmy pomocy u seniorów rodów i rodziców, wielu ludziom pomagała spowiedź. Natomiast dziś na gwałt szukamy nowych sposobów radzenia sobie z kłopotami sercowymi. Niestety nie wszystkie okazują się jednak skuteczne, bo rozwodów przybywa.
Rozwody największą plagą społeczną
Generalnie rzecz ujmując to właśnie rozwody, jak wynika z najnowszych badań grupy IQS przeprowadzonych na zlecenie Fundacji Mamy i Taty, Polacy uważają za drugą najgorszą plagę społeczną, tuż po... narkomanii. Mało tego, również z analiz dwóch amerykańskich psycholożek Belli DePaulo i Wendy L. Morris wynika, że nie jesteśmy się w stanie wyzwolić z „kultu pary”: tylko małżeństwo jest w naszej kulturze postrzegane jako droga do pełnego szczęścia. Chodzi oto, że małżeństwo nie jest już tylko kontraktem gwarantującym status społeczny i materialny, ale wciąż się nam opłaca. Gdy warunki są dla małżeństw coraz mniej sprzyjające, bo na pielęgnowanie bliskich relacji mamy coraz mniej czasu. Niestety za to mamy coraz więcej roszczeń wobec partnerów. Problem polega na tym, że Polacy mają często nierealistyczne, romantyczne z ducha wyobrażenie o tym, jak powinno wyglądać małżeństwo.

Autor